» więcej
» więcej
» więcej
Ostatnia inwestycja. Po kadencji emerytura
Ingres biskupa Andrzeja Jeża w połowie czerwca
Nowe Rybie najlepsze w "7 piłkarskich"
Jutro I Noc Muzeum w Limanowej
Po bardzo dobrej grze awansowali do finału
Maturzystka śmigłowcem zabrana do Krakowa
„Moja moneta - orzeł, czy reszka?"
Antoni Róg nie jest już doradcą
W Szczyrzycu otwarto szkółkę piłkarską
Rada Rodziców jedzie na Galę do Warszawy
TVP i BBC nakręcą zdjęcia w Kasinie
Uciekał 160 km/h – miał 3.1 promila
Limanovia awansowała do finału
Mogą zagrać, czy nie? Wyjaśnili wątpliwości w ostatniej chwili.
O Beskidach w Muzeum Sportu i Alpinizmu
Chcą zmienić sposób wyboru sołtysa
Starosta podejrzewa Internautów
Zwycięstwo w międzynarodowym turnieju
Siatkarska atrakcja w Nowym Sączu
Przetargi rozstrzygnięte. Dużo chętnych
„Sami Swoi” na pielgrzymim szlaku
Walczą o życie porażonego prądem
Z gór widać lepiej - felieton Wojciecha Molendowicza
Kiedy wieczorem poinformowano w telewizji, że w budżecie na 2012 r. rząd zaplanował miliard złotych wpływów z mandatów drogowych, przeczucie podpowiadało mi, że to może wróżyć kłopoty. Z tą myślą położyłem się spać. W najczarniejszych snach nie przyszło mi jednak do głowy, że rano będę pierwszym, który zostanie wytypowany do zrzucania się na ten miliard. Tyle co odpaliłem auto na 18-stopniowym mrozie i z prędkością 30 km na godzinę toczyłem się po lodowych koleinach drogi krajowej w stronę redakcji, kiedy za moimi plecami pojawił się nieoznakowany radiowóz. Jakby tu na mnie czekał. W życiu byście nie zgadli, że to może być samochód do ścigania przestępców! Jeśli już byście sobie coś pomyśleli – Szanowni Czytelnicy – to raczej, że ten samochód nawet nie stał obok radiowozu. Wtajemniczeni przekonywali mnie jednak, że to tylko pozory, bo pod tą wątłą blachą może się czaić nawet 200 koni mechanicznych. A niech się czai! Żeby mnie tego dnia rano dogonić, wystarczył jeden koń zaprzężony do sanek. Ostatni raz takie warunki na drodze widziałem piętnaście lat temu w Rumunii, gdzieśmy się wybrali zawieźć książki Polakom na Bukowinie. No, ale tam gospodarze od rana siedzieli w maleńkim sklepiku, pili sobie wódeczkę grzejąc się przy prawdziwym piecyku typu koza, a potem wsiadali do swoich saneczek, a automatyczny pilot (czy raczej koń) znał drogę do domu bez użycia lejców, a nawet bata. Na nich jednak, na drogach tej zasypanej po okna chatek rumuńskiej Bukowiny, nie czekały żadne nieoznakowane radiowozy, ani nawet oznakowane furmanki policyjne, choć wszystkim było wiadomo, że z dwójki prowadzących sanki jedynym trzeźwym był koń. Tam cisza i spokój.
U nas przeciwnie. Policja drogowa ma przechlapane. Droga zasypana, więc jak prowadzić normalną służbę bez skuterów śnieżnych? Na dodatek mróz siarczysty, a tu telewizja podaje, że trzeba w tym roku wspomóc budżet miliardem złotych! Padło na mnie pierwszego. Owszem, rozmawiałem przez telefon, przyznałem bardzo miłym skądinąd funkcjonariuszom drogówki. A co miałem robić, jeśli droga taka, że zamiast regulaminowych 20 minut musiałem jechać do pracy 40? Pracowałem po drodze, a moja praca polega akurat na gadaniu, więc gadałem przez telefon. Ale gadałem przy użyciu głośnika! Przepisowo! Co prawda funkcjonariusz poinformował mnie, iż przepis wyraźnie stanowi, że muszę mieć albo zestaw głośnomówiący, albo słuchawkę w uchu. Co ja jednak poradzą, że kiedy robiłem kurs prawa jazdy, nie było jeszcze na świecie telefonów komórkowych. Tym bardziej nie było w prawie o ruchu drogowym, które wykułem na pamięć przed egzaminem, mowy jak rozmawiać przez telefon w samochodzie. No bo skąd telefon w samochodzie?
Funkcjonariuszom zrobiło się mnie żal, bo nie dość, że nie czytałem tego przepisu, to jeszcze muszę zapłacić 200 (słownie dwieście) złotych, a taka suma – jak wiadomo – piechotą nie chodzi. Empatia nie jest mi obcym uczuciem, więc mnie też zrobiło się żal policjantów z drogówki. Jak szybko policzyłem w pamięci, żeby załatać dziurę budżetową i dostarczyć z mandatów do skarbu państwa wspomniany miliard złotych, trzeba stać na tym mrozie i zatrzymać 5 milionów kierowców gadających przez telefon. Brrr! Jeśli każdy z nich zapłaci po dwie stówy, będziemy mieli ten brakujący miliard. Wcześniej jednak budżet dostanie zapalenia płuc. Proste liczenie? No niby proste, ale ja akurat nie zapłaciłem. Policjanci nie skorzystali z przysługującego im prawa łaski i pouczenia niedouczonego kierowcy rozmawiającego przez zestaw głośnikowy zamiast przez głośnomówiący. Ja zaś skorzystałem z prawa do odmówienia przyjęcia mandatu. Teraz mam czas na przemyślenie, dlaczego rząd chce obłożyć mnie kolejnym podatkiem, skoro co miesiąc płacę już tyle innych? Regularnie i bez żadnej obsuwy! Jak sprawdziłem w ZUS-ie za 2011 rok zalegam 0,18 zł, co polecono mi pilnie przelać na ich konto, bo emeryci czekają na wypłaty. Zaległości uregulowałem, choć koszt bankowego przelewu 18 groszy to… 1,50 zł. Ten obywatelski obowiązek spełniłem, ale dlaczego mam jeszcze dorzucać 200 zł, tylko dlatego, że nie odróżniam zestawu głośnikowego od głośnomówiącego?
| 1 | Bardzo dobry teks na dzisiejszy czas.Kiedyś to znaczy bardzo damno jakieś 25lat temu to wszystko co poniżej 50 groszy zaokrąglało się do dołu a co powyżej do góry i jakoś wszystkim się zgadzało.Nikt nikomu nie przysyłał upomnień bo koszt upomnienie był wyższy należności. Mandaty jakby mniejsze i milicja jakby mniej namolna. Wtedy tez władze szukały 30mld.zł tzw. deficytu budżetowego i nie znalazły i wszystko się przewróciło.Teraz chyba tez tak będzie bo stosują te same metody napuszczania rożnych grup społecznych na siebie.I jeszcze jedno na drogach tez był lód ! A potem nie było teleranka. | ![]() organista |
| Wyślij PW 2012-02-03 16:13:05 | ||
Niedźwiedź. Wójt gminy Niedźwiedź Janusz Potaczek chce rozbudować ośrodek zdrowia. Ma być to ostatnia duża inwestycja w jego kadencji, po której zamierza iść na emeryturę. więcej »
Stara Wieś. Trzy osoby zostały poszkodowane w wypadku do którego doszło na Starej Wsi. W ciężkim stanie jest podróżująca oplem, która z bratem jechała na maturę. więcej »