21°   dziś 19°   jutro
Czwartek, 04 czerwca Franciszek, Karol, Kwiryna, Helga

Rocznica wprowadzenia stanu wojennego - archiwalne zdjęcia i historie internowanych

Opublikowano  Zaktualizowano 
1 4752

Dokładnie 43 lata temu, 13 grudnia 1981 roku, Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego ogłosiła stan wojenny w PRL. Wydarzenie to wpłynęło na życie milionów Polaków i wywołało masowe protesty.

13 grudnia 1981 roku Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON), kierowana przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, wprowadziła stan wojenny na terenie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Decyzja ta miała na celu zdławienie działalności opozycyjnej i przywrócenie kontroli przez władze komunistyczne.

W ramach działań związanych ze stanem wojennym internowano ponad 10 tys. osób, w tym ponad tysiąc kobiet, a kilkanaście tysięcy aresztowano za rzekome złamanie przepisów dekretu o stanie wojennym. 

Operacja objęła cały kraj, angażując ok. 70 tys. żołnierzy Wojska Polskiego, 30 tys. funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej (MO) i Służby Bezpieczeństwa (SB), a także liczne środki techniczne, w tym 1750 czołgów, 1400 pojazdów opancerzonych i 500 wozów bojowych piechoty.

Zobacz również:

Na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego wybuchły masowe protesty, w tym strajki w zakładach pracy, także w Małopolsce. Największy z nich miał miejsce w Hucie im. Lenina, gdzie protestowało ponad 30 tys. pracowników. Strajk ten został brutalnie spacyfikowany w nocy z 15 na 16 grudnia, a działania komunistycznych sił bezpieczeństwa doprowadziły do śmierci co najmniej kilkudziesięciu osób.

Stan wojenny formalnie zniesiono 22 lipca 1983 roku po 586 dniach, pozostawiając głębokie piętno na życiu społecznym i politycznym kraju.


Internowali zostali także niektórzy mieszkańcy Limanowszczyzny. Jedną z tych osób był Kazimierz Łabuz - działacz mszańskiej “Solidarności”, uczestnik strajków i kolporter niezależnej prasy, przez wiele lat inwigilowany przez SB.

Kazimierz Łabuz działał w „Solidarności” od 1980 roku, był współtwórcą i przewodniczącym TKK NSZZ „Solidarność” w Mszanie Dolnej. Był również przewodniczącym Komisji Założycielskiej w październiku 1980 r. Działał w zakładach pracy na terenie Mszany Dolnej i Limanowej. Był uczestnikiem strajków i kolporterem niezależnej prasy. Został odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności oraz Złotą Odznaką Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ “Solidarność”. 

Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego, 13 grudnia 1981 r. został internowany w ramach akcji “Jodła”. Przebywał w ośrodkach odosobnienia w Rzeszowie-Załężu, Uhercach i Kielcach. Został zwolniony w dniu 19 listopada 1982 r. 

Z informacji zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej wynika, że Kazimierz Łabuz został wytypowany na kandydata na tajnego współpracownika. Próbowano go zwerbować jako aktywnego działacza PAX-u w województwie nowosądeckim. Komunistyczne służby zrezygnowały jednak z dalszego opracowania z powodu "nieprzydatności" do współpracy. 

W kolejnych latach był rozpracowywany jako radykalny działacz MKZ "Solidarność" w Mszanie Dolnej. Podstawą założenia Kwestionariusza Ewidencyjnego były informacje uzyskane od tajnych współpracowników. 

Na Kazimierza Łabuza donosili TW “Maksymilian” i TW “Andrzej”. Z ich donosów wynikało, że Łabuz prezentuje “zdecydowanie wrogi stosunek do wszystkiego, co socjalistyczne". W zainteresowaniu służb pozostawał aż do czasu wyjazdu emigracyjnego do USA, co nastąpiło w marcu 1983 r.

Kolejny Kwestionariusz Ewidencyjny został założony na Kazimierza Łabuza, gdy powrócił z USA w maju 1987 r. Wynikało to z doniesień agenturalnych, według których podejrzewano go o kontakty z CIA i kontynuowanie "działalności antysocjalistycznej".

W 1989 r. działał w Komitecie Obywatelskim NSZZ „Solidarność” w Mszanie Dolnej oraz w strukturach Miasta i Gminy Mszana Dolna. W latach 1990 - 1994 był radnym Rady Miasta Mszana Dolna. 


Innym opozycjonistą z powiatu limanowskiego był Jan Sikoń z Łukowicy. Jak można wyczytać w archiwum komendy wojewódzkiej MO ds. Służby Bezpieczeństwa w Nowym Sączu, Jan Sikoń od jesieni 1980 roku aktywnie włączył się „do działalności w ruchu chłopskim na wsi”. Był m.in. uczestnikiem strajku rolników w Ustrzykach oraz członkiem delegacji rolników z województwa, która w Warszawie rejestrowała Solidarność Wiejską. Później tworzył lokalne struktury związku na Limanowszczyźnie i Sądecczyźnie. To m.in. dzięki jego staraniom powstał zarząd wojewódzki rolniczej „Solidarności”, którego został wiceprzewodniczącym. Pierwszy zjazd, podczas którego wybrano władze, odbył się w Świdniku.

Decyzja o internowaniu działacza „Solidarności” z Łukowicy została podjęta 25 marca 1981 roku. 12 grudnia 1981 roku Jan Sikoń wrócił do domu około godz. 22:00. Jak wspominał, pobawił się jeszcze przez chwilę z dziećmi i położył się spać. Tuż po północy pod drzwiami jego domu pojawili się milicjanci. - Pies nie zaszczekał, przez otwarte drzwi wszedł komendant z Łukowicy. Nawet nie zapalił światła, podszedł do łóżka i poświecił na mnie latarką. Znałem go, zarzuciłem więc na siebie szlafrok, na nogi założyłem pantofle i zaproponowałem mu że porozmawiamy w kuchni, żeby nie budzić rodziny. Ale on powiedział: „Nie, chodź na pole. Miałeś wypadek, zobaczysz, znaleźliśmy krew na twoim samochodzie”. Wyszedłem więc, odruchowo wsiadłem nawet do auta, ale on wskazał milicyjnego gazika i powiedział, że pójdziemy tam spisać protokół. Dochodzę do samochodu i nic się nie dzieje, nie wiem o co chodzi. Zobaczyłem cywila i kilku milicjantów, w sumie było ich sześciu. Przebudziłem się tak naprawdę dopiero wtedy, gdy skutego wepchnęli mnie do samochodu. 

Bez bielizny, w samym szlafroku i pantoflach, mężczyzna pilnowany przez funkcjonariuszy uzbrojonych w krótką i długą broń, został przewieziony przed posterunek w Łukowicy. Stamtąd zabrano go do limanowskiej komendy. Wprowadzono go wejściem od tyłu budynku, w jednej z sal pilnował mężczyzna go funkcjonariusz z karabinem maszynowym. - Prosiłem, żeby we mnie nie celował, bałem się że drgnie mu palec i zostanę postrzelony. Chciałem rozmawiać z komendantem, dowiedzieć się dlaczego zostałem zatrzymany, ale nikt nie ze mną nie rozmawiał, wszyscy byli zabiegani. W końcu podszedł do mnie mężczyzna który podał się za komendanta, ale powiedział że nic nie wie - wspominał Jan Sikoń. Razem z trójką innych opozycjonistów został przetransportowany do Nowego Sącza. Samochód zatrzymał się przed więzieniem, ale aresztowani nie zostali wyprowadzeni. - Bałem się że zostanę rozstrzelany nad Kamienicą albo że zostanę wywieziony do Rosji - przyznał. W domu bliscy nie mieli pojęcia, co się z nim dzieje. - Zacząłem myśleć o ucieczce. Skoro mój ociec uciekł z niemieckiego transportu, to ja nie dam rady? - dodał.

Jechali na wschód. W radioodbiorniku usłyszeli głos Jaruzelskiego, który informował o wprowadzeniu stanu wojennego. - Wtedy znów pomyślałem, że zostanę wywieziony do Rosji. Przekonywałem mojego sąsiada, miejscowego policjanta który z nami jechał, żebyśmy razem zorganizowali ucieczkę, ale nawet się do mnie nie odezwał - opowiadał nam Sikoń. - Prosiłem tego policjanta, żeby przekazał chociaż rodzinie że żyję, ale jak się później okazało, nie zrobił tego.

Wreszcie milicyjny samochód zatrzymał się przed więzieniem na rzeszowskim Załężu. Jak ze łzami w oczach wspominał internowany, tego dnia był srogi mróz, a on był jedynie w szlafroku. - Koledzy natarli mnie wódką, a Joniec z Limanowej dał mi swój płaszcz i trochę się rozgrzałem. Następnie rozprowadzili nas po celach. Na jedną przypadało sześć osób, po celi mogliśmy zrobić dosłownie cztery kroki, było tak ciasno. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, czy społeczeństwo walczy, byliśmy odcięci od informacji, a czas płynął. Pewnego dnia skomunikowaliśmy się morsem stukając o rury, wzięliśmy takie ciężkie ławy i wszyscy uderzaliśmy o kraty. Nigdy wcześniej i nigdy później nie słyszałem takiego huku. Pod więzienie przyjechało kilka dużych samochodów z milicjantami. Otwierali pojedyncze cele i lali w nas zimną wodą pod ciśnieniem. Spacyfikowali nas, ale przynajmniej odciągnęliśmy zomowców i ormowców z miasta, tam ludzie mieli lepiej – opowiadał.

W ośrodku w Załężu Jan Sikoń przebywał z innymi „politycznymi”. Przez strażników byli traktowani szorstko. Wspomina m.in. „żarty” pod natryskami – gdy internowani brali prysznic, raz puszczano wrzątek, raz lodowatą wodę. - Strażnicy patrzyli na nas, nagich, czuliśmy się jak zwierzęta w ZOO - przyznał. Na spacerniaku nie wolno było im ze sobą rozmawiać, a wszelkie próby kontaktu oznaczały powrót do cel. Ale i osadzeni próbowali żartować – raz zrobili na spacerniaku „bałwana-Jaruzelskiego”. Nocami słyszeli czasem szczekanie psów, które strażnicy prowadzili tuż przy drzwiach, więc bali się że psy zostaną wpuszczone do cel. Zdarzało się też, że na kolejową bocznicę podstawiano towarowe, „bydlęce” wagony. - Po to, żebyśmy bali się wywiezienia do Rosji, takie myśli od razu przychodziły nam do głowy.

- Nie znałem tam nikogo, nie rozmawialiśmy wiele, no bo nie było wiadomo czy ktoś nie jest kapusiem. Były przesłuchania, proponowali mi współpracę, a ja odmawiałem. Potem przenieśli mnie do innej celi. Było tam ze mną dwóch mężczyzn. Jeden pochodził ze Stalowej Woli, drugi był małomówny, często wychodził na przykład do lekarza, dziwnie się zachowywał. Co jakiś czas mogliśmy się wyspowiadać i przystąpić do komunii, więc podczas jednej ze spowiedzi przekazałem księdzu przygotowany wcześniej gryps. Prosiłem, żeby sprawdził „na zewnątrz” mojego podejrzanego współlokatora. Zrobiłem głupotę, dziś wiem już na pewno że księdzem był tak naprawdę przebrany ubek - wspominał. 

Sytuacja poprawiła się, gdy rodzina zaczęła dostarczać paczki. Były też wizyty najbliższych, a wraz z nimi informacje o tym co dzieje się w kraju. Jan Sikoń opuścił mury ośrodka w Załężu 8 marca 1982 roku. 



Archiwalne zdjęcia, wykonane w Limanowej w stanie wojennym 

Plakaty i ogłoszenia na witrynach okiennych domu towarowego w Limanowej. Fotografię wykonano w dniu wprowadzenia stanu wojennego.


Plakaty i ogłoszenia na ścianie budynku ulic Krótkiej i Kościuszki nalepione w dniu wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku.


Budynek RSZiZ po stronie północnej rynku. Uwagę zwraca zawieszona na nim flaga "Solidarności", po wprowadzeniu stanu wojennego.


Opustoszała ulica Kościuszki w kierunku rynku w nocy 13 grudnia 1981 roku po wprowadzeniu stanu wojennego.


(Zdjęcia pochodzą z wydawnictwa "Okruchy Pamięci – Limanowa na nowszej fotografii”)

Komentarze (1)

ciekawy
2024-12-14 18:19:16
0 2
to tez rocznica powołania rządu Zjednoczonej lewicy z dnia 13.12.2023
Odpowiedz
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Rocznica wprowadzenia stanu wojennego - archiwalne zdjęcia i historie internowanych"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na kontakt@limanowa.in