17°   dziś 21°   jutro
Czwartek, 04 czerwca Franciszek, Karol, Kwiryna, Helga

Czy naprawdę „nic z tego nie mamy”? O miejskich gruntach i pamięci radnych

Opublikowano 
9 12524

Głosowanie nad oddaniem terenów przy Starowiejskiej w prywatne ręce obnażyło różnice zdań i skłoniło byłego burmistrza do przypomnienia kilku faktów sprzed lat. Felieton Tadeusza Filipiaka.

Na stanowiącej do tej pory monolit, niczym granitowa skała, radzie miejskiej naszego miasteczka, pojawiły się ostatnio zauważalne pęknięcia. Głosowanie „en bloc” było dotychczas wizytówką wybranego wiosną 2024 r. miejskiego parlamentu. Co zatem się stało, że pomysłowi burmistrz A. Orzeł, pięcioro rajców powiedziało „NIE”, a jeden od decyzji się wstrzymał? Zarzewiem sporu jest uchwała rady miejskiej z kwietnia tego roku, którą poparło dziewięcioro radnych. „Zapaliła” ona zielone światło dla urzędników miejskich, którzy mogą już przygotowywać procedury przekazania terenów miejskich wokół centrum handlowego przy ul. Starowiejskiej. Przywołany dokument pozwala na oddanie w dzierżawę, na 29 lat miejskich gruntów w prywatne ręce – radni zgodzili się też na tryb bezprzetargowy tej operacji. Uchwała zawiera również zapis o możliwości wykupu owych terenów po upływie 10 lat dzierżawy.

Kilka lat temu, po 5 latach tzw. „okresu trwałości” - czas od 2013 do 2018 (w którym beneficjent musiał utrzymać efekty projektu zadeklarowane we wniosku o dofinansowanie) i kolejnych, w których dyskutowano, jak spożytkować z dobrym skutkiem dla miasta te tereny, postanowiono stworzyć strefę płatnego parkowania, zaś operatora wyłoniono w przetargu. Szybko minęły pierwsze 3 lata i samorząd ogłosił kolejne postępowanie przetargowe – jego czas dobiegnie końca w Sylwestra roku 2026. Z dniem 1 stycznia 2027, tereny wokół galerii przy Starowiejskiej będą mieć nowego gospodarza – właściciela obiektów handlowo-usługowych w tym rejonie. Co się zatem wydarzyło i gdzie szukać źródeł tej spektakularnej metamorfozy w podejściu do „rodowych sreber”? Co stoi za fundamentalną zmianą myślenia starych wyjadaczy samorządowego chleba, którzy jeszcze niedawno, na samą myśl o przekazaniu w ręce prywaciarza miejskich dóbr oblewali się zimnym potem, a takowe zamysły nazywali „pędzlowaniem majątku”? Tajemnica może tkwić w pozyskanej podczas ostatniej sesji rady miejskiej wiedzy, albo z przeczytanego artykułu na lokalnym portalu informacyjnym? Nie zabierałbym w tej sprawie głosu, ale kiedy głoszone publicznie informacje o gruntach komunalnych wokół galerii nie są prawdziwe, trzeba zareagować, bo takiej reakcji nie było podczas obrad ostatniej sesji. Radni i goście, ale też oglądający obrady w internecie, usłyszeli, że „przez 20 lat (tereny przy Starowiejskiej, mój dopisek) były utrzymywane przez miasto i to Państwo dobrze wiecie”,  a na portalu limanowa.in przeczytać można było, że „rzeczywiście, jako miasto utrzymujemy ten teren, choć tak naprawdę nic z tego nie mamy”.

Ja w przeciwieństwie do Państwa radnych, tych argumentów, jak przysłowiowy pelikan, nie łykam bezkrytycznie, bo rewitalizacja zdegradowanych terenów po byłym MPGK rozpoczęła się w styczniu 2011 roku i trwała do jesieni roku 2012. A zatem od zakończenia rewitalizacji przy Starowiejskiej minie tej jesieni 13 lat….a nie 20! Za pierwsze kilowaty zużytej energii, wywóz odpadów z miejskich koszy, odśnieżanie i sól do posypywania śliskich chodników, z miejskiej kasy pierwsze złotówki wypłacono na przełomie lat 2012/2013. Pewnie koszty byłyby zdecydowanie większe, gdyby właściciel handlowego kompleksu, dwa, a czasem i trzy razy w tygodniu nie delegował swojej brygady z dmuchawą do liści i kurzu, chwytakami do śmieci rozrzuconych przez wiatr po całym terenie, a zimą, już przed godziną 6 rano dwóch pracowników usuwających nadmiar śniegu z ciągów pieszych. To też kosztuje i wypada to zauważyć! 

Mam jeszcze dobrą pamięć, a ta przywołuje lata nie całkiem odległe i okres, kiedy właściciel galerii przy Starowiejskiej, niemal każdego tygodnia musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem i chce, podobnie jak samorządowcy, tylko dobrze dla miasta pod Lubogoszczą. Jednego czasu, (po roku 2014) tak jak w latach poprzednich postarał się o wielkie bożonarodzeniowe drzewko. Ustawił je w centrum placu między galeriami. Zakupił piękne, ledowe, „płynące” sople i poprosił o zgodę na wpięcie wtyczki do gniazda na najbliższej, miejskiej lampie – usłyszał stanowcze NIE! Przedłużką „pociągnął” własny prąd. Nie zrażony niepowodzeniem, sfinansował zakup kilkudziesięciu świątecznych, ledowych ozdób, które już bez przeszkód ze strony magistratu, jego ludzie zamontowali na wszystkich lampach. Czy musiał? Nie musiał, ale podobnie jak urzędnicy i radni, zależało mu, żeby Mszana Dolna w okresie bożonarodzeniowym była piękna. 

Niebawem ma powstać kładka pieszo-rowerowa nad nurtem Mszanki – z pewnością wielu zastanawia się dlaczego już od 2013 roku, w drodze z kostki brukowej, w całości sfinansowanej przez właściciela centrum handlowego, kilkumetrowy jej fragment jest wykonany z kostki o ciemniejszym odcieniu i trochę „wyniesiony” nad poziom? To zejście i zarazem przejście na planowaną i uzgodnioną już w 2013 roku kładkę, w której budowie właściciel już wtedy zapowiedział swój finansowy udział wespół z miastem. Musiał? No nie musiał, ale zdaje sobie sprawę, że ta inwestycja nie tylko uatrakcyjni ten rejon, ale znacząco poprawi komunikację i zmniejszy ruch samochodowy na Starowiejskiej. 

Tak było drzewiej, a czy teraz coś się zmieniło w relacjach miasto-przedsiębiorca? Ktoś powie, że owszem, bo oto po latach miasto dojrzało do decyzji, by oddać w pieczę „złotonośne” grunta człowiekowi przez ostatnią dekadę, najdelikatniej mówiąc, przedstawianemu jako wróg tego, co miejskie. Uprzedzenia by minąć, potrzebują jednak czasu – oto dowód;  kilkanaście dni temu, wspomniany przedsiębiorca, nie mogąc dłużej już patrzeć na zniszczone fragmenty drogi między galeriami, „ściąga” swoją ekipę budowlaną i poleca przełożenie kostki, wymianę i zagęszczenie wypłukanej podbudowy. W trakcie robót, dzieje się coś, na co trudno znaleźć właściwe określenie – pojawia się oto, nazwijmy go samorządowiec i ekipę w krótkich, żołnierskich słowach….pogania z terenów komunalnych, bo to zadanie miasta i im (właścicielowi i jego ludziom) nic do tego! Panowie pozbierali narzędzia i teren należący do gminy, prędko opuścili. Mam do Państwa, samorządowców mojego miasta, gorącą prośbę: „…nie idźcie tą drogą!”

Nie mogę przejść obok stwierdzenia, że choć miasto te tereny utrzymuje, to NIC z tego nie ma! Proszę sprawdzić w EDG ile podmiotów działa w budynkach handlowo-usługowych przy Starowiejskiej? Ile z tych podmiotów, datę rozpoczęcia działalności w tym rejonie ma wcześniejszą niż rok 2012/13? Ilu ludzi znalazło tam po 2012 roku zatrudnienie? Ilu ludzi zarejestrowanych wcześniej na listach Powiatowego Urzędu Pracy, nie musi już podpisywać listy przy Starowiejskiej 4? Czy kilkusettysięczny podatek od nieruchomości i powierzchni pod działalność gospodarczą wpłacany co roku przez właściciela centrum do miejskiej kasy, to także „NIC” dla miasta? I w końcu, czy przedsiębiorcy działający w tym centrum to inna, gorsza kategoria lokalnego biznesu? Dlaczego miasto ustami wysokiego urzędnika „wypomina” publicznie, że utrzymuje między galeriami drogi, chodniki, sprząta, płaci za energię, odśnieża, by klienci mogli bezpiecznie do nich dotrzeć i zostawić swoje pieniądze?! Czy to samo miasto nie odśnieża dróg, nie posypuje zimą chodników, nie zbiera odpadów, nie płaci za prąd przy innych miejskich i nie tylko, ulicach, gdzie swoje interesy mają inni przedsiębiorcy? Jedni i drudzy zasługują na uznanie i szacunek, bo dziś prowadzenie własnego biznesu to prawdziwy rollercoaster i niepewność jutra. Nie wypada zatem wypominać jednym, że NIC z nich się nie ma i chwilę potem zapraszać ich na spotkanie dot. tworzenia Karty Mieszkańca Mszany Dolnej, albo prosić o wsparcie (sponsoring) kulturalnych czy sportowych imprez na terenie miasta. Powtórzę, nie tędy droga!

I już na koniec – choć do oddania w dzierżawę „rodowych sreber” pozostało sporo miesięcy, to jak dało się słyszeć podczas transmisji, temperatura dyskusji bliska jest temperaturze wulkanicznej lawy i w tym pełnym emocji sporze, może zabraknąć czasu, by zerknąć w archiwalne dokumenty. Warto prześledzić umowę użyczenia…..kilkunastu miejsc postojowych przy galeriach właśnie, deweloperom starającym się w tamtym czasie o pozwolenie na budowę apartamentowca vis vis galerii. Zgodnie bowiem z wymogami prawa budowlanego, inwestor musi zapewnić minimalną liczbę miejsc parkingowych (1 lub 1,5 miejsca) na każdy lokal mieszkalny. A że w podziemnym parkingu tylu miejsc nie było, deweloper zwrócił się do….magistratu o „pożyczenie” brakujących parkingów na czas procedowania przed starostą stosownych pozwoleń na budowę obiektu. Brakujące miejsca zostały „pożyczone”, deweloper pozwolenie na budowę otrzymał, apartamentowiec stoi, mieszkania sprzedano „na pniu”. Brakuje odpowiedzi na dwa pytania: czy wszyscy właściciele apartamentów mają parking na swoje cztery kółka, ale tu odpowiedź jest dla mnie bez znaczenia i pytanie drugie, zdecydowanie większej wagi: czy umowa „pożyczki miejsc postojowych” wygasła, została rozwiązania, czy może zapomniano o niej i wciąż obowiązuje? Może Państwo radni pochylą się podczas właściwej komisji nad tą sprawą, żeby po Sylwestrze A.D. 2026 nie okazało się, że oddaliście w dzierżawę oddane komuś innemu miejsca parkingowe.

Komentarze (9)

Fabrykant
2025-08-10 08:41:42
1 4
Przestań chłopie pie……ć. Twój czas już minął . Siedź dalej w galerii i pstrykaj fotki
Mariusz262262
2025-08-10 09:48:33
1 0
To co ty tu uważać za swój komentarz uważam za absurdalne" i sam się zastanòw ty anonimowy hejterze felietoniści.
Odpowiedz
Mariusz262262
2025-08-10 09:46:52
1 1
To co pisze autor felietonu trafił i w w punkt radnych ( tylko radnych) bo po stronie Pani burmitrz A. Orzeł widzę dobre intencje ale także kompromis. A radnym sugeruję by przeczytali ten felieton dla oświeżenia pamięci.
Odpowiedz
Fabrykant
2025-08-10 10:40:13
1 2
Niedoszły ksiądz
Odpowiedz
oioioi
2025-08-10 17:09:31
0 0
każdego można kupić
Odpowiedz
baca102
2025-08-10 22:36:30
0 4
Jak mnie pamięć nie myli to obiecywane i pokazywane mieszkańcom były most na Mszance i fontanna na rynku. Czyżby autor miał zanik pamięci? W zamian dostali kamienie, kwietniki króre mieszkańcy nazwali "pisuary" i coś, co określane jest "mini penisy" na rynku....
Odpowiedz
JackieChan
2025-08-11 00:47:51
1 0
Czy dobrze rozumiem, że autor felietonu chce nim trochę usprawiedliwić tę umowę dzierżawy twierdząc, że przedsiębiorca niejako na to "zasłużył" bezinteresowną uczynnością i płaconymi podatkami? Cóż, trochę trudno o obiektywizm u kogoś, kto sam podnajmuje tam lokal usługowy... Ani ten przedsiębiorca, ani inni, którzy tam działają nie robią choinek, dekoracji i sprzątania wokół siebie z dobrego serca, tylko dla dobra własnego biznesu i własnego zysku, to marketing, a nie społeczna działalność dla dobra ukochanej Mszany. Zarabiają, to płacą podatki, jak my wszyscy. Niech Pan zejdzie na ziemię. Parking jest rentowny, więc po co go sprzedawać? Park kieszonkowy- jeśli urząd chce go robić, to można zrobić niskim kosztem wykorzystując wolontariat mieszkańców, prace społeczne, praktyki szkolne w technikach - wystarczy trochę inicjatywy i chęci. Sprzedawanie wędki za 200 ryb jest krótkowzroczne.
Odpowiedz
minor
2025-08-11 03:14:29
0 1
panie " felietonisto " a jakiej " pipidówy " to dotyczy ??????????
Odpowiedz
Rocky6
2025-08-11 08:44:22
0 2
Bardzo dobra decyzja radnych i pani burmistrz, że nie sprzedano tylko wydzierżawiono teren. Będzie on w końcu porządnie elegancko urządzony. Ten pan niech przestanie już judzić bo jego czas już minął - ma lokal w galerii - tym się zająć. Ci co piszą o budkach z jarzynami czy parkach kieszonkowych w czynie społecznym chyba są z minionej epoki.
Odpowiedz
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Czy naprawdę „nic z tego nie mamy”? O miejskich gruntach i pamięci radnych"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na kontakt@limanowa.in