21°   dziś 19°   jutro
Czwartek, 04 czerwca Franciszek, Karol, Kwiryna, Helga

Online

Opublikowano  Zaktualizowano 
4 7669

Zapraszamy do lektury najnowszego felietonu PAPA:

Sezon ogórkowy w pełni. Coraz krócej do końca wakacji, co najprędzej uprzytomnić sobie można słuchając radio w samochodzie. Jeżeli w blokach reklamowych połowę czasu zajmują promocje zeszytów i przyborów szkolnych to wiadomo, że sierpień w pełni. 

W zeszłym tygodniu portal, pośród wiadomości o pogodzie, wypadkach i wakacyjnych imprezach, podał informację o tym, że widok z kamer zamontowanych na górze Kamionna można na bieżąco obserwować online za pomocą smartfona lub komputera. Nic tylko zapisać tą stronę i oglądać. Co istotne kamery zostały rozmieszczone na cztery strony świata. A wszystko zasilane za pomocą paneli fotowoltaicznych. Tak to fajnie wymyślono.

Od teraz gdy mnie ktoś zapyta czy byłem na wieży na Kamionnej to ja włączę guzik na laptopie, odpalę odpowiednią stronkę i już będę się delektować pysznym widokiem na okolicę. Bez wychodzenia z domu, bez pocenia się podczas wchodzenia na tą górę. 

Z jednej strony bomba – pomijam już najbardziej skrajną postawę – po co wchodzić, skoro to co mogę stamtąd zobaczyć mam przed oczyma na ekranie przy śniadaniu. Postawa racjonalna – zanim wybiorę się w górę spojrzę czy czasem mgła, czy inny smog nie zniweczy mojego wysiłku będzie pewno najbardziej powszechna. Ta trzecia – nie będę tego oglądał, bo to jak lizanie lodów przez szybkę, jak fototapeta z widokiem plaży w Rio de Janeiro – sam widok, nawet na żywo, nie zastąpi prawdziwego doznania, którego człowiek doświadcza tam na miejscu. Mając w kościach i płucach to zmęczenie po podejściu. Przecież nie widok się liczy, a satysfakcja z tego, że człowiek tam wszedł, doszedł i wyszedł. A teraz patrzy okiem zdobywcy. 

Znaczna to jednak różnica. Dawno temu wybrałem się z moimi rodzicami na jedną z pielgrzymek Papieża Jana Pawła II do Polski. Koszmarnie lało, trzeba było wyjechać wieczorem, jechać całą noc, a później, z parkingu, który miał być blisko iść jeszcze ze siedem kilometrów, żeby dotrzeć na miejsce. Do dzisiaj pamiętam nieprzebrany tłum ludzi zmierzających w jednym kierunku, nad którym nie dało się zapanować. Ludzie nie zważali na taśmy, na drogowskazy, po prostu szli. Wbiło mnie się w pamięć stratowane przez ludzi pole, na którym rosło dojrzewające żyto. Zostało wgniecione w ziemię, bo zmęczeni ludzie znużeni wielogodzinnym marszem, objuczeni krzesełkami, prowiantem, często małymi dziećmi szukali każdego sposobu aby znaleźć skrót i dotrzeć na miejsce. Nawet mój ojciec – z gatunku tych, co do trzymają się zasad, zrezygnował najpierw z szukania parkingu, na który miał wjazdówkę (ksiądz, od którego ojciec miał zaproszenia, twierdził, że to będzie parking tak blisko miejsca mszy, że oprócz nas, będą tam parkować wyłącznie księża), a potem z lokalizowania „naszego” sektora, który, rzecz oczywista, miał być najbardziej ekskluzywny, jako przylegający do trasy przejazdu Ojca Świętego. 

Wspomniałem wyżej, że było po deszczu. Wszystko tonęło w błocie. Ci, którzy mieli gumowce, kalosze i innego rodzaju odporne na błoto buty patrzyli z wyższością na tych, którzy wybrali się na tą mszę jak do kościoła – a takich było wielu. Wszystkich ratowała ciepła herbata, najpierw z maminego termosa, a potem od harcerzy i kanapki z gotowanymi na twardo jajkami, które obierało się na miejscu. 

Ołtarz papieski widziałem wtedy przez lornetkę. Papamobile nie zdecydował się na objazd trasy wzdłuż sektorów, bo bano się, że ugrzęźnie w błocie i dojdzie do nieszczęścia. Chciałem pójść do komunii świętej ale okazało się, że do sektora w których byliśmy księża nie dotarli, albo ich nie zauważyliśmy. Finalnie wróciliśmy ubłoceni po kolana, z butami, które nadawały się już tylko do wyrzucenia, umordowani jak jasny gwint. 

Cały ogrom tego wydarzenia zobaczyliśmy dopiero w programach telewizyjnych. To wówczas dotarło do nas w czym wzięliśmy udział. Tam na miejscu horyzont naszego wzroku wyznaczała z każdej strony ściana ludzi, samochodów, bałaganu i chaosu. 

A jednak to w czym wówczas wzięliśmy udział pozostało w nas na całe życie. Doznanie uczestnictwa. Tego nie zastąpi transmisja online. Trzeba się zmęczyć, trzeba przezwyciężyć własne ograniczenia, własne lenistwo – tylko wtedy na człowieka czekać będzie spełnienie. Idźcie w góry. Tam po prostu jest bliżej do Nieba. 

Czy zgadzasz się z autorem felietonu?zasz

TAK NIE
Dziękujemy za oddanie głosu !
TAK: 85 NIE: 25

Komentarze (4)

dzidek84
2024-08-11 14:43:59
0 1
To nie tak działa tam się idzie dla samego trudu wycieczki a na kamery to prawdziwy turysta nie zwraca uwagi z resztą widok z kamerki nie odzwierciedla tego co widać na żywo
Odpowiedz
minor
2024-08-11 17:15:23
0 0
a ty co się tak czaisz jak to było ok 30 lat wstecz jak się nie mylę i większość pamięta o którą pielgrzymkę chodzi !
Odpowiedz
ciekawy
2024-08-11 17:58:00
0 1
pewnie chodzi o Nowy Targ i Papieża Jana Pawła II ale pogoda wtedy była inna , przez noc lał deszcz, rano mgły i chłód a słońce pojawiło sie jak przybył Papież helikopterem wraz z kardynałem Konigiem z Filadelfii.
saxon
2024-08-11 19:11:26
0 0
Albo Stary Sącz
Odpowiedz
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Online"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na kontakt@limanowa.in