21°   dziś 20°   jutro
Niedziela, 07 czerwca Robert, Wiesław, Antoni, Jarosław, Ariadna

Swojak, który miał być „bliżej ludzi”

Opublikowano 
0 342

Zapraszamy do przeczytania najnowszego felietonu, którego autorem jest PAPA:

Jest długi weekend, oktawa Bożego Ciała. Nie ma co Państwa zanudzać bieżącą polityką. Jaka ona jest każdy widzi, nie ma potrzeby się dołować. Dlatego dzisiaj wyłącznie o historii. Wyłącznie. 

Po zakończeniu rządów w Rzeczpospolitej Obojga Narodów przez królów z dynastii Wazów (Zygmunta i jego dwóch synów: Władysława i Jana Kazimierza) potwornie zniszczony, przede wszystkim potopem szwedzkim, powstaniem Chmielnickiego oraz najazdem moskiewskim, który m.in. spalił Wilno, kraj marzył o pokoju i spokoju. Szlachta nie chciała by Rzplita zaspokajała ambicje władców. Chciała „swojego” króla, takiego co to będzie „bliżej ludzi”, skupi się nie na wojaczce, a bardziej na bieżących potrzebach mieszkańców (oczywiście pamiętamy, że szlachta dokonująca wyboru władcy, za mieszkańców uważała wyłącznie siebie, za nic mając czy to mieszczan czy chłopów).  

19 czerwca 1669 roku zgromadzona na polu elekcyjnym na Woli pod Warszawą szlachta dokonała wyboru, który do historii miał przejść jako jeden z najbardziej niefortunnych w dziejach wolnej elekcji. Zadecydowano, że nowym królem  zostanie Michał Korybut Wiśniowiecki. Jego kandydaturę przedstawiano jako „Polonus populatier Piastus” – czyli, że był właśnie tym „swojakiem”, człowiekiem, który będzie „bliżej ludzi”. Swoje zrobiło także współczucie dla zmarłego w 1651 Jeremiego Wiśniowieckiego. W świetle tych nadziei przymknięto oko na fakt, że poza tym nie posiadał żadnych kwalifikacji do roli króla.

Michał Korybut okazał się jedną wielką, ba gigantyczną, pomyłką. Był małomówny, pobożny do granic dewocji, pozbawiony szczególnych ambicji oraz doświadczenia. Jako, że po prostu był miernotą, która ze swojej miernoty nie zdawała sobie sprawy, nie otoczył się fachowcami, a klakierami, którzy robili go w konia, żeby pozałatwiać swoje synekury i poupychać znajomych. Na sejmach nie umiał, a może nawet bardziej nie chciał, zaproponować jakiejkolwiek reformy. Miał naturę starca - mówił o Michale Korybucie Wiśniowieckim historyk dr Jan Sałkowski. - Kiedy działy się jakieś ważne wydarzenia i miał pobudzać ducha bojowego swojej armii, to robił wszystko, żeby bitwy odbywały się bez jego udziału. Dość powiedzieć, że za jego panowania, Rzeczpospolita, jednak ciągle jeszcze mocarstwo, które, choć zniszczone, poradziło sobie niedawno i ze Szwedami, z Kozakami i z Moskwą, a za chwilę miało zmiażdżyć Turków pod Wiedniem, po pokoju w Buczaczu spaść miała do roli tureckiego lennika i płacić 22 tysiące talarów (na obecne pieniądze to kilkanaście milionów złotych) rocznie haraczu.

Nic dziwnego, że w historii zapisało się podsumowanie Wiśniowieckiego dokonane przez prof. Władysława Konopczyńskiego: „Szkoda słów na jego bliższą charakterystykę. Dość powiedzieć, że Michał Korybut, wybrany wbrew własnej woli, jedynie ze względu na swą przeciętność i na pamięć ojca, Jeremiego, okazał się w purpurze monarszej zupełnym zerem, bezmyślnym samolubem, którego wyłączną troską było nie dać się zdetronizować. (…) mówił ośmiu językami, ale w żadnym z nich nie miał nic ciekawego do powiedzenia”.

Cóż, różnie to z tymi wyborami bywa. Czasem podsumowanie przychodzi dopiero po czasie. 

p.s.
Niniejszy felieton dotyczy wyłącznie postaci historycznej. Przypisywanie autorowi jakichkolwiek odniesień do rzeczywistości może mieć miejsce jedynie w imaginacji czytelnika. 

Komentarze (0)

Nie dodano jeszcze komentarzy pod tym artykułem - bądź pierwszy
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Swojak, który miał być „bliżej ludzi”"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na kontakt@limanowa.in